„Kulinarny atlas Pomorza” to pierwsza w Polsce książka kucharska, w której zebrano przepisy na potrawy z regionu pomorskiego, zamieszczone na liście produktów tradycyjnych. Współautorami tej książki są więc mieszkańcy Pomorza, miłośnicy tradycji i dobrego jedzenia. By wyrób lub potrawa mogły znaleźć się na ministerialnej liście, trzeba przede wszystkim udowodnić, że przepis jest stosowany na danym obszarze bez zmian od co najmniej 25 lat. Równie stare muszą być metody produkcji – odpada malakser albo szybkowar. Składniki muszą być naturalne, najwyższej jakości. Do wniosku o wpis trzeba dołączyć informacje o historii, pochodzeniu, tradycji danego wyrobu. 93 produkty opisane w „Kulinarnym atlasie Pomorza” spełniają te kryteria.
„Szanowny Czytelniku, książka (…), którą otwierasz, nie jest przeznaczona dla profesjonalistów" – zaczyna swój przewodnik znana na Pomorzu krzewicielka tradycji kulinarnej Krystyna Gierszewska. Tym, którzy interesują się kuchnią regionalną, nie trzeba jej przedstawiać. To ta osoba, która niesie w świat sławę fefernusków i popularyzuje inne dawne receptury na kociewskie potrawy. Nie zgodzę się z autorką. To właśnie profesjonaliści, zanim zaserwują nam w swoich barach i restauracjach mrożonki, ekstrakty i instanty, powinni nauczyć się prostej kuchni i prostych smaków, opartych na naturalnych surowcach – plonach pomorskich pól, sadów i ogrodów, pochodzących od rodzimych producentów i przetwórców. Właśnie takie gotowanie proponuje pani Krystyna.
Miała Ameryka swoje dzieci kwiaty – ma Kociewie swoje kobiety kwiaty. Stowarzyszenie Kobiety Kwiaty Kociewia ma nie tylko piękną nazwę, ale i pięknie zapisaną kartę działań: kurs komputerowy „Zamieńmy chochle na klawiatury”, kurs udzielania pierwszej pomocy „Pogotowie nie może – gospodyni pomoże”, warsztaty z samoobrony i asertywności „Silna jak Kociewianka”. Powstał też album „Kobiety powiatu starogardzkiego – portret niezwykły”. Ostatnim produktem Kwiatów Kociewia jest książeczka „Na zdrowie Kociewie” – zbiór ponad 40 przepisów na nalewki, którymi podzieliły się panie z kół gospodyń wiejskich. Zazdrośnie strzeżone przepisy na domowe nalewki przechodziły niegdyś z pokolenia na pokolenie, przekazywane nawet dopiero w testamencie. Sporządzano je z ziół, owoców leśnych, miodu, owoców z przydomowych sadów i ogrodów, orzechów, a nawet warzyw.
„Kociewska książka kucharska podręczna wedle odmian pór roku i zwyczaju spisana”, Pelplin 2008
Nie ma kuchni polskiej, tak jak nie ma kuchni francuskiej – twierdzi autor „Kociewskiej książki kucharskiej” Andrzej Grzyb. Są polskie i francuskie kuchnie regionalne, składające się na kuchnie narodowe. Jedną ze składowych naszej znakomitej kuchni polskiej jest kuchnia kociewska. To nie jest zwykła książka kucharska. To zbiór przepisów podyktowanych czy spisanych niemal nad kuchennym stołem, parującymi garnkami, przy gorącym piecyku, nad stolnicą. Andrzej Grzyb zebrał je od kociewskich gospodyń gotujących tak, jak ich matki i babki. I w takiej formie – spisanych przekazów i instrukcji – niejednokrotnie podaje je autor. Niektóre potrawy od wieków przygotowuje się tak samo, inne przepisy podlegały zmianom wraz z pojawianiem się ulepszanych (ale czy lepszych?) składników.
Kiedy mówimy o kuchniach regionalnych, rzadko mamy na myśli gdańską. Przychodzą nam na myśl raczej góralska kwaśnica, kluski śląskie albo śledź po kaszubsku. Tymczasem, w księgarniach 4 grudnia 2007 r. ukazała się „Gdańska książka kucharska" w opracowaniu Andrzeja Grzyba. Kto pamięta o tym, że aby przygotować naprawdę smaczne zraziki z cielęciny, trzeba kupić co najmniej czterokilogramowe udo cielęce, bo inaczej danie będzie niesmaczne? Chyba już nikt. Od dziesiątków lat kupujemy w sklepach, zwanych dziś marketami, porcjowane mięso, często pociachane już na kotlety. Tymczasem, gdańszczanka Marie Rosnack dokładnie wiedziała, co puste gdańskie żołądki uszczęśliwi najbardziej. I na nasze szczęście, swoją wiedzę przelała na papier.
W tej jednej książce są właściwie dwie książki. Można je czytać równocześnie, a można każdą z osobna – najpierw jedną, potem drugą. Albo jedną przeczytać, a do drugiej sięgać od czasu do czasu, w miarę potrzeby. Ta pierwsza książka – to zatrzymane fragmenty życia mieszkańców Trójmiasta, niekiedy krótkie historie ich rodzin, jakże często opowieści o tym, skąd przybyli, bo nie wszyscy urodzili się tutaj. Tworzą wspólną sylwetkę dzisiejszych mieszkańców Gdańska, Sopotu i Gdyni – potomków Zabużan, przyjezdnych z Lęborka, Krakowa, powracających z Niemiec do rodzinnego miasta rodziców czy dziadków, mających w życiorysie internowanie, udział w strajkach w roku 1970, 1980, 1988…